Muszę przyznać, że pierwszy kontakt z
Doomem 64 może zaboleć. Po uruchomieniu konsoli gracza wita krótkie intro, które u mniej odpornych jednostek może wywoÅ‚ać torsje. Z ekranu telewizora atakujÄ… pokraczne rozpikselowane cyberdemony i inne szkarady obdarzone przez programistów caÅ‚ymi dwoma klatkami animacji na krzyż. Zaniepokojony upewniÅ‚em siÄ™ czy aby ktoÅ› nie podmieniÅ‚ mi
Nintendo 64 na
SNESa. Tak „piÄ™knÄ…” animacje potworów bez trudu pociÄ…gnÄ…Å‚by system 16-bitowy. Wiem że
N64 nie jest mistrzem w generowaniu grafiki 2D ale wykonanie i animacja przeciwników w
Doomie 64 wola o pomstę do nieba. Pewnie trochę przesadzam ale wygląda to naprawdę słabo i gra traci przez to sporo na grywalności. W końcu
Doom ma straszyć klimatem a nie jakoÅ›ciÄ… grafiki. No dobrze, biedne koÅ›lawe demony zostawmy w spokoju. Zatem skoro jest tak źle, to dlaczego ocena grafiki nie oscyluje w okolicach jedynki? Reszta oprawy wykonana jest caÅ‚kiem solidnie. Tekstury sÄ… przyzwoitej jakoÅ›ci choć czÄ™sto siÄ™ powtarzajÄ…. Paleta kolorów szaro-bura plus obowiÄ…zkowa porcja czerwieni. Ale caÅ‚ość oprawy jest spójna i utrzymana w odpowiednim klimacie, gdzieÅ› w okolicach stanów Å›rednich możliwoÅ›ci
N64. Poziomy sÄ… duże i zróżnicowane. PeÅ‚no jest zakamarków i ukrytych przejść. A na każdym etapie jest kilka schowków z mocnymi pancerzami i potężnymi broniami. Po zakoÅ„czeniu każdego poziomu gra zlicza statystyki. Dowiemy siÄ™ czy znaleźliÅ›my wszystkie sekrety i czy każda maszkara zostaÅ‚a zatÅ‚uczona. Powalczymy na otwartym terenie i w wielkich salach przypominajÄ…cych Å›wiÄ…tynie. Ale także w ciasnych klaustrofobicznych korytarzach, katakumbach i tunelach. ProgramiÅ›ci zadbali o odpowiedni nastrój. Åšciany obficie upstrzono pentagramami i czaszkami. Tu i ówdzie walajÄ… siÄ™ szkielety, nastrojowo pobrzÄ™kujÄ… Å‚aÅ„cuchy a gargulce uroczo szczerzÄ… zÄ™biska. Jeszcze sÅ‚owo o oprawie dźwiÄ™kowej. Mamy tu standardowe wrzaski, porykiwania i jÄ™ki potworków. JakaÅ› muzyka? Pewnie jakaÅ› jest, ale kogo w
Doomie obchodzi muzyka, ważna jest rzeźnia, a tej – wierzcie mi – nie zabraknie.
Jak już wspomniaÅ‚em poziomy sÄ… naprawdÄ™ duże, wiÄ™c gracza czeka sporo chodzenia w poszukiwaniu różnokolorowych kluczy i przełączników. To oznacza zwiedzanie tych samych korytarzy po kilka razy, bo oczywiÅ›cie klucz do niebieskich drzwi jest dokÅ‚adnie na drugim koÅ„cu poziomu. Takie bieganie w tÄ… i z powrotem mÄ™czy i sztucznie wydÅ‚uża rozgrywkÄ™. No tak szukanie kluczy a fabuÅ‚a gdzie? Po co komu fabuÅ‚a, tu chodzi o to by wystrzelać sobie drogÄ™ do drzwi z napisem exit i tyle. Ale na nudÄ™ narzekać nie można, etapy szczelnie wypeÅ‚niajÄ… tony miÄ™sa armatniego. Na swojÄ… porcjÄ™ oÅ‚owiu czekajÄ… starzy znajomi z poprzednich odsÅ‚on
Dooma od najzwyklejszych zombie poczynając na mocarnym cyberdemonie kończąc. Do eksterminacji piekielnego pomiotu służą klasyczne doomowe zabawki z kultowym BFG włącznie. Gameplay to absolutna klasyka czyli bieganie z giwerą i naparzanie do wszystkiego co się rusza. Całkiem zresztą przyjemne w małych porcjach. Przy dłuższym posiedzeniu gra może nieco znużyć monotonią i powtarzalnością. Ale w kategorii radosnej rozwałki nieźle daje radę i dostarcza sporej porcji nieskomplikowanej rozrywki.